Pies jako źródło cierpień

To, że Ewa Platt bardzo konsekwentnie idzie pod prąd i robi teatr po swojemu, kompletnie nie zważając na mody i trendy, wiadomo już od dawna. A jeśli ktoś potrzebuje jeszcze jednego dowodu – proszę bardzo: niech będzie nim pies.
Teatr od dłuższego czasu jest w epoce: „chcemy istot nieludzkich na scenie”. Przykłady tego, w jaki sposób, w jakich konwencjach i konfiguracjach zwierzęta pojawiają się na scenach i biorą udział w spektaklach, można mnożyć bez problemu. Bo przecież w „Chłopach” Remigusza Brzyka w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie po gospodarskiej chacie z powodzeniem biega pies, zagrany w bardzo organiczny sposób przez pupila jednej z aktorek z obsady. Psy zagrały też w „Dobrym piesku” Agnieszki Jakimiak i Mateusza Atmana w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Nawet sam Festiwal Szekspirowski przyczynił się w wyrazisty sposób do otwierania drzwi sceny dla nieludzkich aktorów – w 2021 roku w konkursie SzekspirOff można było zobaczyć spektakl Pawła Palcata „Mój niepokój jest twoim niepokojem” – teoretycznie monodram, ale aktor nie był przecież na scenie sam, towarzyszyła mu suczka Mania, prywatnie – towarzyszka Palcata.
Wszystkie te pomysły, wszystkie te rozwiązania oparte są na założeniu, że pies ma poszerzać wymiar spektaklu, ma być narzędziem incepcji prawdziwego życia na scenę, ma być, zarazem, ciepłym i budzącym pozytywne uczucia elementem budowanego w spektaklu świata.
Platt ma zupełnie inny pomysł. Z uporem wykorzystuje psa jako znak czegoś zupełnie innego, jako narzędzie, które służy całkiem odmiennym celom. Owszem, to ma być łącznik ze światem, ale u Platt świat jest przecież odrażający, brudny, zły. A pies ma być palcem wtykanym w ranę, kroplą, która – jak w chińskiej torturze – kapie nieustannie na czubek głowy skazańca.
Oczywiście Platt nie wykorzystuje zwierząt dosłownie – na takie działania nie ma dziś, na szczęście, miejsca w teatrze, czy szerzej – sztuce (bo w prawdziwym życiu, niestety, wciąż tego miejsca jest przerażająco dużo). Reżyserka posługuje się jedynie nagraniem szczekającego zwierzęcia, które – emitowane z głośnika przez dużą część spektaklu – potrafi naprawdę zaleźć publiczności za skórę.
Niepokojące, drażniące, denerwujące szczekanie pojawiło się już w jej poprzedniej festiwalowej realizacji – „Poskromieniu złośnicy”, które pokazywała w Gdańsku w 2025 roku w ramach konkursu o Nowego Yoricka, a potem – w teatrze w Opolu. Trwające długie minuty nagranie potrafiło bardzo mocno wyprowadzić z równowagi. I dokładnie o to chodziło, Platt wyraźnie zastosowała ten środek bardzo świadomie, dokładnie w takim właśnie celu.
Potem pies szczekał też w Teatrze Narodowym, gdzie Platt wyreżyserowała spektakl na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. A teraz znów go słychać – tym razem jest w tle osiedlowego dramatu przemocy, brutalności i podporządkowania, w który Platt w bardzo ciekawy sposób zmieniła fragmenty tekstów Szekspira w swojej realizacji „bedziesz ze mna chodzic ?”, pokazywanej w tym roku w sekcji Szekspiroff.
Ta młoda reżyserka nie wybiera łatwych dróg i nie tworzy teatru, który ma być przyjemny i przystępny. I choć może psy szczekają, karawana jej ciekawych pomysłów bez wytchnienia i zatrzymywania idzie dalej. Zdecydowanie warto na nią zwrócić uwagę.
Przemysław Gulda


fot. Karolina Sołtys

