Świat za bardzo szekspirowski

Kiedy przychodzi kolejne lato i zaczyna się Festiwal Szekspirowski, co roku, już od ponad trzydziestu lat, można zadawać sobie to samo pytanie: czy Szekspir jest nadal aktualny? Czy jego twórczość wciąż przemawia do publiczności? Czy dziś ciągle mówi coś ważnego ludziom? Czy można jeszcze w ciekawy sposób za pomocą jego dzieł odczytywać świat? Czy obecnie warto czytać, wystawiać i oglądać jego teksty?
No cóż. Wystarczy się rozejrzeć, spojrzeć uważniej na to, co dzieje się dookoła, przyjrzeć się temu, jak działa współczesna rzeczywistość, żeby przekonać się, w jak dużym, niemal przerażająco wielkim, stopniu jest ona „szekspirowska”.
Oto, powiedzmy, nadworny urzędnik królewski, kanclerz, podczaszy czy minister, który po śmierci króla tak boi się o swój los i o swoją przyszłość, że kiedy tron obejmuje nowy władca, pierzcha do sąsiedniego królestwa, żeby stamtąd pluć i złorzeczyć na świeżo koronowanego władcę.
Oto, powiedzmy, król, o którym trudno nie myśleć, jak o szalonym, który tylko ze względu na swój brak pewności siebie albo może daleko idący narcyzm, wywołuje kolejne wojny, gdzieś w dalekich krajach i nie wie, jak je skończyć. Albo porywa swojego przeciwnika, króla sąsiednich krain i wtrąca go do głębokiego lochu, żeby sczezł z ciemności, samotności i zapomnieniu. Albo obsadza stanowiska swoimi dziećmi i zausznikami, a królewski skarbiec pustoszy na przebudowę pałacu, tak żeby kipiał złotem i jego własnymi bałwochwalczymi portretami.
Oto dwaj bracia, którzy, powiedzmy, stają na szczytach dwóch wież, na dwóch końcach miasta i ogłaszają stamtąd kolejne odezwy, wykorzystując wszystkie możliwe środki, żeby ośmieszyć, pozbawić autorytetu, unieważnić tego drugiego i próbować pociągnąć za sobą większy tłum, niż udaje się to temu drugiemu.
Oto, powiedzmy, zabójca, który w nos śmieje się królewskiemu sądowi, kpi sobie z majestatu prawa, bagatelizuje swój brutalny czyn i dopiero na końcu, na odległych stronach trzeciego aktu, spotyka go sprawiedliwość i odpowiednia kara.
Oto, powiedzmy, dawny stronnik odwraca się od króla, ten wyrzuca go za drzwi, ale zaraz potem posyła po niego, żeby się spotkać i załagodzić spór. Na uczcie ogłaszają zgodę, ale zaraz znów się kłócą, znów się godzą. I tak wielokrotnie, choć ludzie przestają już nadążać za kolejnymi zwrotami akcji, a może też w ogóle zwracać na nie uwagę.
To tylko kilka historii z ostatniego czasu, historii, które w dzisiejszym świecie, pełnym szaleństwa, przestają już wydawać się czymś dziwnym, niezwykłym, zaskakującym. A jednocześnie: historii, które bez trudu mogłyby się znaleźć w którymś z szekspirowskich dramatów, historii, które Szekspir mógłby wymyślić i opisać.
Chciałoby się wręcz powiedzieć, w kontekście tych przykładów, że lepiej byłoby może, dla świata i dla ludzkości, żeby Szekspir nie był już tak aktualny. I żeby był już tylko „pochwałą szaleństw” z przeszłości, które dziś ogląda się w bardzo odległej dziejowej perspektywie. Niestety, nie jest tak i nie zanosi się, żeby kiedykolwiek było… Mało tego, można odnieść wrażenie, że takich szekspirowskich historii, w które kiedyś trudno byłoby uwierzyć, jest dziś w pędzącej rzeczywistości coraz więcej i więcej.
Na szczęście bywają momenty, za sprawą których to nie na świat patrzy się przez pryzmat Szekspira, ale na Szekspira patrzy się przez pryzmat świata. Gdański festiwal jest przecież do tego znakomitym pretekstem i świetną okazją. Jeszcze kilka dni, jeszcze kilka spektakli, a potem trzeba będzie wrócić z festiwalu i znów przyglądać się z przerażeniem kolejnym szekspirowskim historiom, dziejącym się w rzeczywistości.
Przemysława Gulda

