Od Elżbiety do Molocha

31 lipca 2026
20260725-Hej-Hamlet-social-69-1-1200x800.jpg

Konkurs o laur zwany Nowym Yorickiem to zawsze najbardziej zapatrzona w przyszłość sekcja na Festiwalu Szekspirowskim, która często jest także jego częścią najmocniej progresywną i poszukującą. Przedstawiciele i przedstawicielki młodszego i najmłodszego pokolenia polskiej reżyserii mają, dzięki tej części gdańskiej imprezy, szansę na pokazanie swojej artystycznej tożsamości i odrębności, a także – świeżych, oryginalnych pomysłów na to, jak dziś wystawiać teksty Szekspira w teatrze.

Dokładnie tak jest w tym roku: w konkursowe szranki stanęły trzy projekty, z których każdy jest zupełnie inny, każdy – na swój sposób – eksperymentalny i otwierający nowe drogi obecności szekspirowskich tekstów we współczesnym polskim teatrze.
Był więc w tym konkursie Szekspir analizowany przez sztuczną inteligencję – to w projekcie Anieli Płudowskiej „Hej, Hamlet”, realizowanej w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Był szekspirowski starożytny Rzym, transmitowany na żywo w telewizji – to w „Juliuszu Cezarze” Kuby Zarzyckiego, który powstawał w Teatrze Nowym w Poznaniu. Był wreszcie szekspirowski romans w dystopijnej scenerii wszechogarniającej, zagarniającej rzeczywistość fabryki-Molocha – to w propozycji Macieja Jaszczyńskiego, która powstawała w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie.

Czy jest jakaś część wspólna, wspólny mianownik tych trzech, jakże różnych realizacji? Można chyba za takie uznać przede wszystkim dość zaciekłe dążenie osób reżyserskich, żeby szukać dla szekspirowskich figur nowych przestrzeni, kontekstów i odniesień, bardzo odpowiednich do współczesnych czasów. Sztuczna inteligencja, telewizja, fabryka, to przecież wyraziste znaki współczesności, bardzo różnej od świata Szekspira: przedcyfrowego, przedmasowego, przesindustrialnego. A przede wszystkim: przedkonsumpcjonistycznego i przedkapitalistycznego.

Tym samym pytaniem, które zdają się zadawać te trzy projekty, jest to, czy w dzisiejszym społeczeństwie, funkcjonującym kilka epok po elżbietańskim świecie Szekspira, którego reguły bezpowrotnie odeszły już w otchłań historii, opisane w jego dramatach postawy nadal mają sens, uzasadnienie i wymowę.
I wszystkie prezentowane w tegorocznym konkursie o Nowego Yoricka projekty zdają się dawać na to pytanie taką samą, iście strukturalistyczną odpowiedź: są w życiu społecznym ludzkości takie sprawy, są takie emocje, są takie relacje, intencje i postawy, które pozostają niezmienne, niezależnie od epoki. Są absolutne i niepodważalne, niezależnie od kontekstu.

Bezinteresowna troska Ofelii o Hamleta pozostaje w mocy nawet w obliczu pozbawionej empatii analizy algorytmicznej. Żądza władzy pozostaje tak samo obrzydliwa i odrzucająca, kiedy ubierze się ją w garnitur i oświetli jasnym światłem telewizyjnego studia. Miłość, ledwo tląca się w cieniu nie zatrzymującej się nawet na moment taśmy produkcyjnej, nadal zwycięża wszystko.

I już choćby za to, że udało im się to pokazać i to wykazać, autorom i autorkom tych projektów głośne brawa powinien bić nawet sam Szekspir. Bardzo nie chciałbym być w skórze osób jurorskich, którą muszą wybrać tylko jeden z tych projektów, ale za to bardzo chciałbym zobaczyć gotowe spektakle, zrealizowane na ich podstawie.

Przemysław Gulda



„Romeo i Julia”, reż. Maciej Jaszczyński, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie, fot. Dawid Linkowski



„Juliusz Cezar”, reż. Kuba Zubrzycki, Teatr Nowy w Poznaniu, fot. Dawid Linkowski



„Hej, Hamlet”, reż. Aniela Płudowska, Teatr Współczesny w Szczecinie, fot. Dawid Linkowski