Specjalnie dla telewizji

28 lipca 2026
20260727_JCezar_Zubrzycki_social-52-1200x800.jpg

„Szkoda że nikt tego nie filmuje / Specjalnie dla telewizji / To będzie wspaniałe show / Czy zostaną mi od tego blizny?” – śpiewał kiedyś zespół Cool Kids Of Death. Być może coś takiego mogło przyjść do głowy wielu szekspirowskim postaciom. Już nie muszą się martwić, że to nie może się im przydarzyć zdarzy.

Przez dwa kolejne wieczory na Festiwalu Szekspirowskim można było zobaczyć bardzo podobne sceny – jedna z reżyserek i jeden z reżyserów postanowili zastosować ten sam środek inscenizacyjny, tę samą metaforę, ten sam anachronizm i przeniesienie szekspirowskich pomysłów i postaci w tę samą przestrzeń.

To studio telewizyjne, w którym realizowany jest program na żywo, a postacie z dramatów angielskiego pisarza, który telewizji nie mógł sobie nawet wymarzyć, siadają przed pracującymi kamerami, żeby wyjaśniać swoje racje, bronić swoich poczynań i szukać wsparcia i zrozumienia wśród publiczności. Tak było w przypadku spektaklu „Lady staje się Makbetem”, projektu Olesi Nieżywej, prezentowanego w ramach sekcji SzekspirOff – tytułowa Lady Makbet trafia na fotel jako bohaterka kobiecego talk show, a innymi osobami, które pojawiają się w programie, jest Virginia Woolf i William Szekspir, ale w kobiecej postaci. Dzień później do studia telewizyjnego trafili bohaterowie i bohaterki – w tej realizacji kwestia płci postaci jest potraktowana bardzo swobodnie – dramatu „Juliusz Cezar”. To był, rywalizujący w konkursie o Nowego Yoricka, szkic spektaklu, przygotowany przez Kubę Zubrzyckiego w Teatrze Nowym w Poznaniu.

To znamienny gest reżyserski, który w gruncie rzeczy przynosi dwa bardzo ważne wnioski. Pierwszy – niespecjalnie odkrywczy – jest taki, że szekspirowskie postaci znakomicie odnajdują się we współczesnym kontekście, napisane tak, że ich słowa brzmią równie dobrze w tradycyjnym kontekście sceny, jak i w nowoczesnym anturażu telewizji. Wyrwane ze stworzonych w szekspirowskich didaskaliach światach i przeniesione przed nagrywające każdy gest kamery, rejestrujące każde słowo mikrofony, postacie z dramatów angielskiego autora, wciąż są psychologicznie uzasadnione, wciąż mają do powiedzenia coś ważnego, wciąż ucieleśniają prawdziwe emocje i popędy. Ani trochę nie stają się papierowe.

Drugi wniosek jest zupełnie innej natury i dotyczy nie tyle Szekspira, ile współczesnego świata. O czym to bowiem świadczy, że bardzo nowoczesna i dzisiejsza wydaje się estetyka telewizji, medium stworzonego na dobre jeszcze w latach 60-tych i choć przez kolejne ponad pół wieku mocno odświeżonego, na poziomie strukturalnym wyglądającego w zasadzie tak samo, jak wtedy? Chyba przede wszystkim o tym, że wszystkie ważne późniejsze media nie wykształciły równie mocnego i wyrazistego idiomu wizualnego. A może raczej: performatywnego. Bardzo łatwo jest bowiem imitować telewizję i cały schemat zachowań związanych z występowaniem w niej – Nieżywej i Zubrzyckiemu wystarcza przecież kamera, mikrofony, kilka foteli i tabliczka z napisem „uwaga nagranie”.

Dużo trudniej byłoby na scenie performować tweetowanie w serwisie X, tworzenie i publikowanie rolek na Instagramie, czy nagrywanie podcastu. W tym sensie to media bardzo bierne: w ich przypadku performują przecież w zasadzie tylko kciuki. Przedstawianie ich na scenie jest trudne nie tylko na płaszczyźnie czysto teatralnej, ale mocno grozi popadnięciem w nieświadomą i bardzo niechcianą śmieszność.

I to pewnie dlatego telewizja, medium dziś już praktycznie martwe, zarówno jeśli chodzi o samą swoją formułę, jak i skalę swojego publicznego odbioru, wciąż świeci tryumfu w teatrze.

Przemysław Gulda




fot. Dawid Linkowski