Rekomendacje –„Poskromienie złośnicy”, w reżyserii Ewy Platt

8 sierpnia 2025
zlosnica-0062-1200x799.jpg

Zespół jurorów dziennikarzy w składzie: Marzena Bakowska, Marta Bryś, Jacek Cieślak, Hanna Gęba, Olga Katafiasz, Wojciech Jerzy Kieler, Alina Kietrys, Małgorzata Klimczak, Wiesław Kowalski, Agata Olszewska, Łukasz Rudziński, Jacek Sieradzki, Dorota Wyżyńska przyznał Nagrodę Dziennikarzy podczas 29. Festiwalu Szekspirowskiego

„Poskromieniu złośnicy”, w reżyserii Ewy Platt, Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Za nieoczekiwane odczytanie z kluczowych sekwencji komedii Szekspira obrazu współczesnej przemocy ukazanej powściągliwie, przejmująco i bez demagogii.

Nagrodzie towarzyszą rekomendacje przygotowane przez członków jury, którzy wytypowali spektakl zwycięski i przyznali mu najwyższą punktację.

Prawie nic Szekspirowi nie zmieniać. Tylko odjąć mu bezpieczniki-rozśmieszacze: klamrę teatru w teatrze, korowód clownowatych zalotników, konwencję „komedii romantycznej”, tak samo słodzonej wtedy, jak dziś. I dostajemy w kluczowej scenie starej sztuki współczesny, przeraźliwie smutny obraz dziewczyny wywożonej od zacierającego ręce ojca na nowe życie u boku obejmującego rządy poskromiciela. Jej już nie trzeba poskramiać, załatwiła to tradycja męskiego władztwa, wryta głęboko w podświadomość. Idzie potulnie, właściwie bez buntów, tyle że się nie uśmiecha. Ani razu. A teatr nie poucza, nie moralizuje, tylko podsuwa ten obrazek pod nos, pytając bezgłośnie: nie wstyd wam? No, wstyd.

Jacek Sieradzki

„Poskromienie złośnicy” Ewy Platt od pierwszych chwil zachwyca gęstą atmosferą dramatu, który właśnie się dokonał. La commedia è finita. Reżyserka podąża wprawdzie za szekspirowską narracją, ale zdaje się lepić postaci z innej niż Stratfordczyk gliny. Zarówno Joanna Osyda (Katarzyna) jak i Konrad Wosik (Petruchio) tworzą role powściągliwe i niezwykle sugestywne. Widz nie śledzi przemiany Katarzyny – została ona już uprzednio złamana. Uwięziona w samochodzie będącym tu czytelną metaforą męskiego świata, pozbawiona swojego głównego atutu – ciętego, służącego konfrontacji języka – jest w pełni świadoma nieodwołalności swojego losu. Petruchio zaś to nie intrygant z błyskiem w oku realizujący swą strategię, ale prosty chłopak, przemocowo traktujący stojących niżej od niego w hierarchii, dla którego okrutne tresowanie żony jest tak naturalne, jak naprawa samochodu. W spektaklu z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu najsilniej działają momenty pełnej napięcia ciszy, niczym niemego krzyku, którego groźne echo wciąż rozbrzmiewa nie tylko w prowincjonalnym świecie.

Wojciech Jerzy Kieler

Spektakl Ewy Platt to imponująco precyzyjna i niezwykle emocjonalna lektura dramatu Szekspira. Spektakl hipnotyzuje wizualnością i aktorską błyskotliwością – każde słowo, gest i pauza niosą ze sobą ogromny ładunek emocji. Ewa Platt podjęła się trudnego zadania opowiedzenia o przemocy w relacjach bez dosłowności i banalnych diagnoz. O przemocy, którą tak łatwo zbagatelizować nawet we własnym przeżyciu. Jej „Poskromienie złośnicy” to obraz doświadczenia wymykającego się prostym kategoriom, ocenom, a przede wszystkim – językowi.

Marta Bryś, „Didaskalia. Gazeta Teatralna”

„Poskromienie złośnicy” to przejmujące ukazanie przemocy domowej, z głęboko przemyślanym zachowaniem nieszczęśliwie komediowego zamysłu Szekspira. U Ewy Platt wszystkie „zabawne” sceny są mądrze obciążone moralnym ciężarem, więc śmiech grzęźnie w gardle. Fantastyczna scenografia Anny Rogóż przenosi widza do współczesnej Polski, tej mniej glamour, w której przemocowy system patriarchalny wciela w swoje szeregi młodych mężczyzn i tresuje młode kobiety. To nie jest fantazja reżyserki, ale umiejętne odwołanie do szekspirowskiego oryginału, a zarazem boleśnie aktualne i autentyczne odniesienie do współczesnych realiów politycznych i społecznych w naszym kraju. Ten spektakl to przejaw największej odwagi w mówieniu głośno o sytuacji (nie tylko) polskich kobiet.

Agata Olszewska, Radio Gdańsk

Teatr zaproponowany przez Ewę Platt w „Poskromieniu złośnicy” nie jest zero-jedynkowy. Ten mikroświat skompresowany do maski zdezelowanego samochodu i przestrzeni campingowo-ogrodowej (scenografia Anny Rogóż) wielokrotnie widzów zaskakuje. Nieśpiesznie, ale bardzo precyzyjnie i metodycznie rozgrywany jest dramat tytułowej bohaterki. Wręcz poraża pozawerbalnie manifestowane cierpienie przehandlowanej przez ojca w imię doraźnych korzyści Kasi (Joanna Osyda) – trofeum Petruchia (Konrad Wosik). To zniuansowany seans zawoalowanej przemocy domowej, bez krzyku, bez rękoczynów, a z konsekwentnym upadlaniem, niszczeniem poczucia wartości i pełnym przyzwoleniem na to osób trzecich (postaci grane przez Macieja Czerklańskiego). Warto takie zjawiska naświetlać i piętnować. „Poskromienie złośnicy” Szekspira pozostaje w tym kontekście i w ujęciu twórców opolskiego przedstawienia boleśnie aktualne.

Łukasz Rudziński

„Poskromienie złośnicy” w reżyserii Ewy Platt to przede wszystkim mądrze przeczytany tekst Szekspira przez reżyserkę, która dobrze wiedziała, jaki chce zrobić spektakl. Reżyserka znalazła w tej komedii ciekawą interpretację á rebours relacji między piękną, choć upartą i krnąbrną Kasią a kochającym ją Petruchiem. W tym spektaklu Petruchio jest prześladowcą Kasi. Ona jest zahukaną i zastraszoną dziewczyną gnębioną i poniżaną przez rzekomo kochającego ją Petruchia. Jego psychiczne tortury i domowy upokarzający mobbing niszczą Kasię. Reżyserka bardzo świadomie dokonała skrótów w tekście i ciekawie ustawiła bohaterów tego spektaklu. Pomysł scenograficzny ze starym samochodem w centrum sceny, który może też być łożem dla zmęczonej i sponiewieranej Kasi, jest również efektowny. Skondensowanie tej szekspirowskiej opowieści do trójki bohaterów (świadkiem upokorzeń Kasi jest służący także poniżany przez przemocowego Petruchia), tworzy gęstą narrację, pełną napięć, niedopowiedzeń i udręki, która się nie kończy, jeśli los uwikła kobietę w tak toksyczny związek. Przemoc w tym spektaklu ma niejedno bolesne imię. Bardzo interesująca więc była praca reżyserska, ale też scenografki i reżyserki świateł Anny Rogóż. Spektakl ten był naprawdę dobrze zagrany przez Joannę Osadę, Konrada Wosika i Macieja Czerklańskiego. Zdecydowanie wyróżniał się konsekwencją w treści i w formie. / Alina Kietrys