Literacka gra na ekranie

1 sierpnia 2026
Hamnet_kadr.jpg

Tegoroczną falę „Hamletów” w polskich teatrach, prawdziwy wysyp najróżniejszych adaptacji tego tekstu, zdaje się znakomicie uzupełniać propozycja, która niedawno nadeszła z zagranicy. To propozycja nietypowa, nieoczywista, a przez to tym bardziej zwracająca uwagę. To nie spektakl, to nie adaptacja tekstu Szekspira, a jednak to dzieło, które znakomicie odnajduje się w takim właśnie kontekście, a na dodatek – świetnie pasuje do programu tegorocznego festiwalu. Znakomitym pomysłem programowym wydaje się umieszczenie go wśród festiwalowych atrakcji.
Chodzi o oczywiście o film, który jest na polskich ekranach od kilku miesięcy i od samego początku, od samej premiery, cieszy się wielkim powodzeniem i spotyka z bardzo ciepłym przyjęciem i entuzjastycznymi reakcjami publiczności. To „Hamnet” w reżyserii Chloé Zhao, niezwykła opowieść o życiu Szekspira i jego rodziny, z jednej strony oparta na faktach, a jednak w wielu miejscach uzupełniona fabularyzowanymi pomysłami. Na dodatek, bardzo mocno odnosząca się także do tekstu najsłynniejszego, najbardziej znanego szekspirowskiego dramatu, czyli „Hamleta”.
Scenariusz filmu oparty jest na powieści Maggie O’Farrell, którą można uznać za znakomitą, bardzo zmyślną i wyrafinowaną zabawę literacką, utrzymaną w – dobrze zakorzenionej w tradycji kultury – tradycji tworzenia prozy opartej na nawiązaniach do wcześniej powstałych książek, rozwijającej je czy opowiadającej te same historie z nieco innej perspektywy – tak jak „Hamleta” z innej strony opowiedział Tom Stoppard w swoim słynnym tekście „Rosenkrantz i Guildenstern nie żyją”, a życie autora tego dramatu – w „Zakochanym Szekspirze”, albo – wychodząc ze świata Szekspira: tak jak James Joyce na nowo opowiedział losy Odysa w swoim absolutnie kanonicznym dziele, „Ulissesie”.
O’Farrell wyszła z bardzo oryginalnego założenia, ciekawego, bardzo przewrotnego pomysłu, że „Hamlet” to w gruncie rzeczy zapis żałoby ojca po śmierci syna. I tak właśnie czyta ta pisarka oryginalny dramat Szekspira: żeby wszystko pasowało jej do tej koncepcji. I to rzeczywiście działa – udaje się jej stworzyć bardzo spójną i uzasadnioną narrację, mocno trzymającą się tego punktu wyjścia.
Ale sukces tego filmu nie wiąże się tylko i wyłącznie z tym, na jak wyrafinowanej grze literackiej jest oparty. Zhao wygrała także na zupełnie innym polu – wszystko za sprawą umiejętności napełnienia tej historii emocjami, które znakomicie przenoszą się z ekranu na widownię.
To film, który dotyka uczuć bardzo uniwersalnych, ponadczasowych, takich, które trudno poddawać dyskusji. I takich, które bez najmniejszego trudu empatycznie odczują nawet te osoby, które nigdy nie doświadczyły pokazanych w tym obrazie sytuacji, które w prawdziwym życiu, szczęśliwie, nawet nie otarły się o takie dramaty.
Kiedy w finałowej scenie, napędzanej nie tylko emocjonalnym napięciem, ale i niezwykle poruszającą muzyką, której autorem jest Max Richter, następuje przepiękne filmowe katharsis, na widowni nierzadko usłyszeć można prawdziwy, głośny szloch. A to nie zdarza się przecież w kinie za często…

Przemysław Gulda