Festiwal Szekspirowski

Aktualności

ogłoszenia – zapowiedzi – relacje

Zapiski z Festiwalu. Dzień Drugi.

Sobota była dniem Orientalnego Mistrzostwa Kulinarnego; w karcie tylko jedno danie: Pasztet z Willa A La Cantonaise! Mowa o czystej esencjonalnej Sztuce Aktorskiej, z najczystszego teatralnego kruszcu, mistrzowskiej próby.

Ktoś kiedyś wbił mi do głowy pewną wiedzę, której trzymam się do dziś, jeśli idzie o specyficzną materię Teatr Azjatyckiego. Kantoński językiem Ulicy, Handlu i Sztuki. Mandżurski jest Ceremoniałem, Etykietą i Dworskim. Baihua to mowa wsi, rolników, wędrownych rzemieślników i najemnych robotników. Pozostałe trzy (Xiang, Min,Wu) zwane są „szczękiem żelaza, spiżu i wojny”. Nas obchodzi tylko i wyłącznie specyfika, wyjątkowość rytmu, siły, ekspresji i melodyki Canton, jego niesamowite wręcz możliwości opisowe. Mowa, która dostojnie podąża tokiem opowieści, by w ciągu sekundy jednym szybciej wymówionym słowem zacząć gnać jak oszalała na oślep, pozornie bez celu! Języka używa się tu równie celnie co chińscy łotrzykowie stalowych kastetów, nunchaku kata i mosiężnych szpikulców w ciemnych portowych zaułkach Kantonu lub Sajgonu. Jednym łagodniej wymówionym słowem Opowiadacz poczyna łasić się do słuchacza, motając pozornie ciepły i bezpieczny pled ze słów. Kantoński to jednocześnie tyleż najszczerszy i najprawszy język Świata, co najbardziej zwodnicza i przebiegła mowa tej Galaktyki! Opowiedzieć w tym języku najkrwawszy i z pewnością najbrutalniejszy dramat Willa czyli „Tytusa Andronicusa” samo w sobie jest wyzwaniem „Mission Impossible”.

Na osnowę utkaną z ekspresji, emocji, siły i energii języka nałóżmy wzór. Z jedwabiście elastycznych ciał,poruszających się równie łagodnie i delikatnie, co szybciej niż dźwięk (pamiętacie scenę treningu Neo i Morpheusa z pierwszej części i słowa „Nie myśl – bądź myślą, energią, zamysłem!”? Wiecie o co mi chodzi?). Aktorów, którzy do niewyobrażalnej wręcz perfekcji opanowali synchronizację mięśni, ścięgien, nerwów,podporządkowali mózgowi i słowom pracę serca i rytm oddechu.

Nim sobotnim popołudniem zasiadłam na widowni Szekspirowskiego, widziałam premierowy zapis „Titusa Andronicusa 2.0” w reżyserii Tang Shu Wing’a. Byłam pod olbrzymim wrażeniem, czekałam jak na mało który spektakl: nie zawiodłam się, efekt przerósł oczekiwania! Odwrotna szpica na krześle Moon Wong jako Tamory szalonej zemstą. Ból, strach i przerażenie, które Marie Ansom Yoyo Sham zamknęła w swojej Lavinii jak w chińskiej szkatule. Scena zabójstwa, gwałtu i okaleczenia, wydobywająca z widza niemy mimowolny krzyk. Wobec takiej perfekcji, dokładności, synchronizacji ciała, duszy, umysłu i kości moje słowa są bezsilne;
Mistrzostwa się nie opisuje, je się przeżywa i podziwia po ostatni oddech!
Anna Rzepa Wertmann