Festiwal Szekspirowski

Aktualności

ogłoszenia – zapowiedzi – relacje

Z01_5384-1200x799.jpg

Przestrzeń sacrum, w której można zrobić selfie z najsłynniejszym księciem Danii na tle zabytkowego ołtarza, słuchając podniosłej psychodelicznej muzyki, to Elsynor z Hamleta w reżyserii Mai Kleczewskiej. Reżyserka wyprowadza Szekspirowskiego bohatera poza scenę klasycznego teatru i tym samym pyta o nośność sztuki we współczesnym wielokulturowym świecie.

Poznańską Starą Rzeźnię zastąpiło gdańskie Centrum Świętego Jana, do którego wchodzimy zaopatrzeni w zestaw słuchawek. Ten niecodzienny w teatrze rekwizyt służy nam do decydowania, której ze scen rozgrywającego się w kilku częściach kościoła przedstawienia chcemy słuchać. Tak jak widzowie Black Mirror: Bandersnatch decydują o losach bohaterów tego interaktywnego filmu, my montujemy własne dramatyczne układanki. Patchworkowy Hamlet wydaje się zatem odpowiedzią na potrzeby dzisiejszych czasów. Jako odbiorcy Netflixa, przyzwyczajeni do kultury na żądanie, możemy poczuć się swobodnie w świecie, który zaprojektował dla nas Zbigniew Libera, autor scenografii. Zapomnijmy o siedzeniu w teatralnym rzędzie. Denerwuje cię główny bohater? To od ciebie zależy, kogo będziesz obserwować. Chcesz poczuć bijące serce Hamleta? Wystarczy podejść, nic już nie dzieli cię od postaci, za którymi podążasz. Jesteś zmęczona/zmęczony? Usiądź przy weselnym stole Gertrudy i Klaudiusza. Szekspirowska Dania jest więzieniem, ale dzisiejszy Elsynor możesz opuścić, kiedy zechcesz. Autorzy spektaklu wpisują się tym samym w patronujące tegorocznemu Festiwalowi hasło „Shaking the Walls”. Mur między aktorami a widzami, ale i ten między światem teatru a życiem, zostaje zburzony.

Twórcy nominowanego w konkursie o Złotego Yoricka Hamleta nie tylko burzą jednak czwartą ścianę i dezautomatyzują przyzwyczajenia publiczności. Maja Kleczewska i współpracujący z nią dramaturg, Łukasz Chotkowski, podkreślają w wywiadach, że zależy im także na znoszeniu barier pomiędzy ludźmi i nawoływaniu do dialogu. Stąd wielokulturowa obsada: tytułowego bohatera gra Ukrainiec (Roman Lutskyi), a Gertrudę Rosjanka (Alona Szostak). Fortynbrasa tworzy zaś troje aktorów o pozaeuropejskich korzeniach (Mandar Purandare, Gamou Fall, Flaunnette Mafa). Część spektaklu grana jest ponadto po rosyjsku i ukraińsku.

Co więcej, w świecie Hamleta mieszają się nie tylko kultury i języki. Horacy (Michał Sikorski) stylizowany na Stephena Hawkinga, nucąca Strangers in the Night Gertruda, Ofelia (Teresa Kwiatkowska) w długiej białej sukni typu beza z czerwonym napisem „I love you” oraz ubrani w kurtki marki Adidas Rosencrantz i Guildenstern w połączeniu z donośną, patetyczną, wprawiającą w trans muzyką, wyświetlanym na ekranie filmem – „relacją na żywo” z jadalni Klaudiusza i Getrudy czy drugoplanowymi aktorami wykonującymi ekspresyjne tańce tworzą niezwykle eklektyczną rzeczywistość. Zaproszeni na teatralną ucztę stajemy przed wyzwaniem: jak odnaleźć się w tym natłoku bodźców i tak rozegrać akcję, w którą jesteśmy wrzuceni, by nie umknęło nam to, co najważniejsze, a nasza sztuka nie była jedynie nic nieznaczącą gadaniną – „PLEPLE”?

Hamlet Mai Kleczewskiej rozpoczyna się zbiorową deklamacją tekstu Hamlet–Maszyna Heinera Müllera: „Byłem Hamletem. Stałem na brzegu i rozmawiałem z morzem PLEPLE, z tyłu za mną ruiny Europy…”. Jego bohater nie wierzy w moc sprawczą sztuki ani w to, że kogokolwiek może ona jeszcze zainteresować. Hamlet, którego zobaczyliśmy wczoraj, pyta m.in. o jej znaczenie i kondycję twórcy. Tytułowy bohater ponosi artystyczną klęskę. Oglądający Pułapkę na myszy Klaudiusz nie rozumie przekazu spektaklu wyreżyserowanego przez swojego bratanka. Popijając wino, dobrze się bawi i ani na chwilę nie przestaje być cyniczny. Morderca króla i jego niedawno poślubiona żona wydają się zresztą bardziej zainteresowani i zadziwieni tatarską urodą jednego z aktorów, wobec którego pozwalają sobie na kąśliwe komentarze, niż właściwym przekazem przedstawienia, które prezentuje im Hamlet. Gdy Horacy w jednym z najbardziej poruszających dla mnie momentów spektaklu mówił do księcia, by ten „powstrzymał zdumienie i wsłuchał się w prawdę”, znajdowali się widocznie w innej części Elsynoru.

Można by uznać, że poznański Hamlet ma w związku z tym wydźwięk pesymistyczny, a jego twórcy powtarzają za HamletMaszyną: „Wycofuję się z dalszej gry”. Jednak spektakl rozpoczyna się na nowo, a aktorzy nie stają do oklasków. Sztuka trwa, bo choć opuściliśmy wczoraj Centrum Świętego Jana, zróżnicowany szalony świat czekał na nas na zewnątrz, a w nim wcale nie łatwiejsza mozaika do ułożenia. Tym samym wpadliśmy w pułapkę, bo Elsynoru jednak opuścić się nie da. Maja Kleczewska z dramatu Szekspira zrobiła spektakl niebędący jedynie tragedią jednostki i przewrotnie zorganizowała nam zbiorowe doświadczenie, mimo że każdy z widzów wydaje się zamknięty w swoim świecie i odbiera Hamleta w intymny, własny sposób. Wołanie o wspólnotę wybrzmiewa tym szczególniej w budynku sakralnym. Kościoła – prawdziwej wspólnoty nie wyznaczają przecież żadne mury i jest w nim miejsce dla każdego, niezależnie od pochodzenia czy języka, w jakim mówi. To wzruszające przesłanie wzmocniła przepiękna pieśń Fortynbrasa (wykonana przez Flaunnette Mafę), rozpoczynająca nowy krąg życia-sztuki, w której to, jak odnajdziemy się pomiędzy innymi i jaką wspólnotę stworzymy, będzie naszym „być albo nie być”.

Maja Skowron, Shakespeare Daily

Hamlet, reżyseria: Maja Kleczewska, Teatr Polski w Poznaniu (Polska), fot. Dawid Linkowski